Dlaczego Google zabija swoje usługi już na starcie…

Przez cały dzisiejszy dzień (30 czerwiec 2011) oraz wczorajszy, aż huczy w internecie, że Google rzucił „ciężką rękawicę Facebook’owi”. Otóż wystartowała usługa Google+ (Google Plus). Ale czy jest się czym podniecać?

Przeglądając dzisiejsze informacje o nowej usłudze, przyszła mi na myśl tylko jedna myśl, którą postarałem się podzielić z zainteresowanym – samym Google – na ich profilu na Facebooku. Wiem, że może pozostać ona bez echa, ale to natchnęło mnie do napisania szerszego wpisu na mojej stronie, a mianowicie…

Dear Google, why you are so sober (stubborn)? Another service you put in closed-beta. You didn’t learn anything? You put wave in the same way, and before you decide to open for all you kill this project. The same is with buzz with is still not available for google apps users – you killing your own services just on the beginning. Google+ you will kill in that same style? Before you make it public?

http://www.facebook.com/Google/posts/10150245153452838

Kontynuując…

U… Google uruchomiło Google+… wow, ale zaraz…. co? znowu!?!

Tak jest! Znowu – a mianowicie, usługa jest – wybrańcy się nią podniecają, a innym przychodzi tylko patrzeć, czytać i… wkurzać się na bezmyślność ludzi decydujących w Google.

Mianowicie, kolejny raz, Google prezentuje usługę dla mas wypuszczając ją w jako closed-beta, czyli zamkniętej usłudze, do której można jedynie dostać zaproszenia, dzięki któremu będzie można zobaczyć, co w trawie piszczy.

I tutaj jest moje lekkie oburzenia i gest pukania się w głowę skierowany w kierunku Google.

Po tym, jak kawał już czasu temu Google uruchomiło pocztę Gmail, która również wymagała zaproszenia aby z niej skorzystać, świat i cały internet się zmienił. Gmail był strzałem w dziesiątkę, zyskał popularność i zaraz po zdjęciu rygoru zaproszeń, do rejestracji ruszyły tłumy. Tak, z zamkniętej fazy beta, przez otwartą, dobrnęliśmy do okresu, gdzie Gmail jest finalną usługą, ale w dalszym ciągu rozwijającą się.

Ale czy tak będzie z przypadku Google+?

Moim zdaniem nie. Nie rzuca się rękawicy, twierdząc, że do walki dojdzie dopiero jak będzie się na to gotowym, bo już na starcie jest się na przegranej pozycji. Google pokazuje jaką ma ideologię, wizję i możliwości. I tyle. Publikując coś, tylko dla nielicznych, zabija się to już na starcie, tak jak to miało miejsce z innymi usługami.

Słyszeliście o Wave? Zapewne, coś wam się obiło o uszy.
Korzystaliście? Nieliczni odpowiedzą że tak.

I tyle optymizmu. Usługa, która gdyby została wypuszczona dla mas, zrewolucjonizowała by pracę grupową wśród ludzi. Odpowiednie pokierowanie je do sektora biznesowego – nawet jako płatna usługa – trafiła by na podatny grunt, dzięki czemu, w połączeniu z obecną erą tabletów i pracy w chmurze, zarobiła by miliony. A tak, kolejny projekt do śmieci. Google zdecydowało się zakończyć usługę i pozostawić ją w opiece osób, które chciały by się dalej przyczynić do jej rozwoju.

Nie mówią już, że usługa nadal jest niedostępna lub mocno ograniczona dla użytkowników Google Apps, a dla których to, była by, moim zdaniem kluczowa. W Google Apps pojawiła się kilka miesięcy przed ogłoszeniem jej końca, kawał czasu po wprowadzeniu na rynek. To tak, jak danie w prezencie chomika nafaszerowanego arszenikiem. Tuż po otworzeniu prezentu, pacjent zdechł.

Więcej przykładów?

Google Buzz. Kolejna usługa, która miała zrewolucjonizować komunikację ludzi. Usługa oferująca rzeczy, które z powodzeniem są wykorzystywane przez konkurencję – Facebook – w postaci publikacji i dzielenia się na „ścianie”.

I co z tą usługą?

Oczywiście, po fazach testowych – tylko dla wybranych użytkowników – świat zapomniał już i pogrzebał wszystkie newsy na jej temat, gdy pojawiła się do dyspozycji użytkowników czystego Gmaila.

Czy ktoś tego używa? Aktualnie, nie znam nikogo z moich znajomych, których bym do tego przekonał… a dlaczego? A no właśnie, jestem użytkownikiem Google Apps, nie ma możliwości utworzenia Profilu Google, a więc nie mam co marzyć o tej usłudze.

Kolejna rzecz, która mogła zrewolucjonizować świat, a która została uśmiercona.

Podobnie z innymi usługami, chociażby Google Health.

Słyszeliście o Google Health? Usłudze, w której można prowadzić rejestr swoich danych medycznych z inteligentnym sposobem prezentacji danych?

Hmm… szkoda, że nie słyszeliście, bo nawet jak byście usłyszeli (tak jak ja, kilka miesięcy temu), musieli byście obejść się smakiem, gdyż już niedługo usługa zostanie zamknięta, a dokładnie ubita. Kolejna, fajna i przyszłościowa. Ale co tam, było minęło.

I tak już wiecie, dlaczego Google+ nie zrobiło na mnie większego wrażenia.

Usługa obecnie zamknięta dla pozostałych użytkowników, włączona zostanie zapewne za rok, a i tak, osoby korzystając z Google Apps kolejny raz będą mogły obejść się smakiem.

I czyż to nie prawda, że Google już na starcie zabija to, w co włożyła pieniądze i czas – cenny czas swoich ludzi.

Jeżeli coś publikujemy, to publikujmy to tak, aby od razu pięło się w górę, a nie robiło tylko smaczek.

Internet na chwilę obecną jest już tak rozwinięty, że czekanie z czymś nawet kilka miesięcy, może zadecydować o zwycięstwie lub porażce.

Pozdrawiam.

Dodaj komentarz