Temat llms.txt i dyskusje wokół niego budzą ostatnio spore kontrowersje.
Z jednej strony zespół Google odpowiedzialny za relacje z wyszukiwarką (Search Relations, prowadzony przez Johna Muellera i Gary’ego Illyesa) wprost zadeklarował, że pliki llms.txt w żaden sposób nie wpływają na SEO ani pozycję w wynikach wyszukiwania. Z drugiej strony zespół rozwijający narzędzia dla deweloperów dodał niedawno do Lighthouse oraz PageSpeed Insights eksperymentalną kategorię „Agentic Browsing” (przeglądanie autonomiczne), która sprawdza obecność pliku llms.txt podczas audytu strony.
Może się to wydawać sprzeczne, ale wszystko układa się w logiczną całość, gdy oddzielimy indeksowanie stron w wyszukiwarce od nawigacji realizowanej bezpośrednio na stronie.
W przeszłości szukałem różnych sposobów na zwiększenie zasięgów mojej strony oraz witryn, nad którymi pracuję, a które regularnie publikują nowe treści.
Analizowałem między innymi możliwość publikacji treści w Wiadomościach Bing, co zazwyczaj kończyło się odrzuceniem zgłoszenia bez żadnego wyjaśnienia. Moja ostatnia próba miała miejsce w lipcu 2024 roku, po czym uznałem, że nie warto tracić na to więcej czasu. Zresztą niedługo potem funkcja ta została wycofana.
Od czasu do czasu moja witryna trafia też do „aresztu” (Bing Jail) bez wyraźnego powodu. Choć w przeszłości udawało mi się wydostać z aresztu Bing, co jakiś czas muszę tam „odsiadywać wyrok” na nowo.
Ostatnia taka blokada w Bing przydarzyła się mojej stronie tuż po 2 października 2025 roku i trwała aż do 17 grudnia 2025 roku, kiedy to odnotowałem powolny powrót do normy, mimo że nie podejmowałem żadnych działań w tym kierunku. Całe to zamieszanie z Bingiem sprawia, że trudno mi polecać wyszukiwarki inne niż Google, takie jak DuckDuckGo, które w dużej mierze opierają się na wynikach z Bing. Microsoft musi uporać się z tymi absurdami, jeśli kiedykolwiek chce zbliżyć się do Google. Jednak w obecnej erze AI szczerze wątpię, aby to kiedykolwiek nastąpiło.
W pewnym momencie sprawdzałem też publikowanie treści w Google News, dopóki Google również nie postanowiło uśmiercić tego rozwiązania.
Obecnie na popularności zyskuje inna usługa Google: dodawanie stron internetowych jako preferowanych źródeł informacji w wyszukiwarce.
Ostatnio znalazłem chwilę, by obejrzeć niezwykle wnikliwą i dynamiczną prezentację Adama Argyle’a zatytułowaną „25 nowych i świetnych funkcji CSS”.
Obejrzyj tutaj: 25 nowych i świetnych funkcji CSS autorstwa Adama Argyle’a
Już po pięciu minutach, gdy pokazał zastosowanie @view-transition { navigation: auto; } i cała publiczność zareagowała entuzjastycznie, wciągnęło mnie to na dobre i oglądałem aż do końca.
Dowiedziałem się naprawdę wiele i wdrożyłem sporo z omawianych funkcji na swoich stronach. O części z nich słyszałem wcześniej, ale nie mam zwyczaju wdrażać wszystkiego od razu. Gdy technologie są jeszcze na wczesnym etapie adopcji w przeglądarkach, wolę poczekać. Problem w tym, że później często o nich zapominam, dlatego prezentacja Adama przypomniała mi o kilku koncepcjach, które już kiedyś spotkałem.
Jedną z nich było użycie color-scheme: light dark; oraz podejście z wykorzystaniem składni light-dark() dla kolorów jasnych i ciemnych.
W 2023 roku przyjrzałem się, jak dodać odpowiednie tagi hreflang do mojej osobistej strony internetowej, które uwzględniały dodanie odniesienia do bieżącego języka, odniesienia do przetłumaczonej strony (jeśli jest dostępna), oraz jako domyślnie wskazywanie na stronę zaprojektowaną jako przełącznik językowy.
Od tamtej pory sądziłem, że to podejście jest poprawne, ale odkryłem, że to rozwiązanie na mojej stronie, gdzie nie cała zawartość jest w 100% przetłumaczona, nie jest dobre dla stron w pełni przetłumaczonych domyślnie.
Oto, czego się z tego nauczyłem i jak zoptymalizowałem hreflang i x-default na stronach zbudowanych z użyciem Hugo.
Ustawienie meta tagu hreflang na Twojej wielojęzycznej stronie powinno być tak proste jak bułka z masłem. Wystarczy umieścić odpowiedni meta tag na stronie, odnieść się do przetłumaczonej wersji i w wersji przetłumaczonej odnieść się z powrotem do oryginalnej.
Wygląda to na takie proste. Koniec historii? Nieprawda!
Niestety, 25 kwietnia 2025 roku Google ogłosiło co następuje:
Od dziś wydawcy nie mogą już dodawać publikacji do Centrum Wydawców. Wprowadzamy tę zmianę w ramach przejścia na automatycznie tworzone strony publikacji, które zostaną uruchomione później w tym roku.
Wydawcy, którzy mają ręcznie tworzone strony publikacji, nadal będą mieli dostęp do funkcji dostosowywania aż do końca tego roku, kiedy strony zostaną przełączone na automatyczne tworzenie.
Przekazuję poniższy artykuł wyłącznie do celów referencyjnych.
Czy masz stronę internetową lub blog, na którym codziennie lub od czasu do czasu publikujesz nowe rzeczy?
Czy wiesz, że możesz je opublikować w Wiadomościach Google?
Ostatnio, kiedy czytałem jeden z artykułów na 9to5mac, zauważyłem, że pod ich wpisem dostali oni fajną funkcję.
Opcję śledzenia ich witryny za pośrednictwem Wiadomości Google (Google News).
Daje im to dodatkowy sposób na pozyskanie większej liczby odwiedzających, ale także przekonuje ich do pozostania w kontakcie z ich treściami.
Moje pierwsze wrażenie było takie… Chcę to również umieścić na jednej z moich stron internetowych, więc zaczynam odkrywać, jak to zrobić. Kiedy to zrobiłem, byłem zaskoczony, jak stosunkowo łatwo było to zrobić bez dodatkowej pracy z mojej strony. Dzięki wykorzystaniu kanału RSS witryny i przejściu przez wstępną konfigurację i zatwierdzenie (co zajęło około 2-3 dni) moja pierwsza witryna była aktywna, a posty były aktualizowane po opublikowaniu.
Odkąd przeniosłem moją stronę na statyczny generator treści oparty na Hugo pozbyłem się szeregu usług, od których byłem zależny, a tak naprawdę nie były one potrzebne.
Na mojej stronie, za czasów WordPress korzystałem z Disqus jako systemu komentarzy. Ten też system przeniosłem do Hugo, ale po tym, jak powodował on więcej problemów, a niżeli to było warte (związanych z prędkością strony), postanowiłem to zmienić.
Od kiedy to pamiętam, było to około 2008 roku jak nie wcześniej, zacząłem swoją współpracę z firmą PARALAN z Koszalina zajmującą się profesjonalnie świadczeniem usług lotów balonem na ogrzane powietrze.
Na początku strona była tworzona w HTML’u i edytowana w notatniku. Wraz z rozwojem firmy oraz rozrostem informacji zawartych na stronie przeszliśmy na najlepsze w tym czasie rozwiązanie, jakim był WordPress.
Strona działała na WordPress przez kilka dobrych lat do czasu, gdy rozrosła się do wielkości 15 GB i zasoby serwera współdzielonego zaczęły sprawiać problemy. Dodatkowo więcej czasu spędzaliśmy na monitorowaniu prawidłowości działania witryny a niżeli na dodawaniu nowych treści.