W Google zrobił się kolejny bajzel. Po tym, jak ogłosili, że długoletni użytkownicy G Suite Legacy nagle muszą przejść na płatny Google Workspace, spora część użytkowników nie była szczęśliwa, w tym ja.

Dla większości z nas używanie G Suite było rozwiązaniem pozwalającym używanie własnej domeny z pocztą Gmail. Ironiczne stało się to, że Google założyło, że wszyscy ci, co wykorzystywali tego typu rozwiązanie to użytkownicy biznesowi. Wręcz przeciwnie. Spora część ludzi to właśnie użytkownicy prywatni… rodziny.

Ironiczne jest to, że wszyscy ci, co mają pocztę na Gmail, nie muszą płacić, a ci w domenie nagle zaczną. W związku z tym zacząłem poszukiwania alternatywy do G Suite Legacy.

Czytaj dalej na temat G Suite (legacy) pozostanie jednak darmowy (dla użytku osobistego)

Osobiście czytam dużo… ale nie książek. Jeżeli chodzi o wszelkiego rodzaju poradniki, artykuły na jakiś ciekawy temat lub nowinki techniczne to nie ma problemu.

Nie lubię czytać książek. Nigdy za tym nie przepadałem. W swoim życiu sam z siebie może przeczytałem tylko tuzin z nich.

O ile samo czytanie nie jest problemem, gdyż wolę przeczytać artykuł, a niżeli obejrzeć filmik na YouTube na ten sam temat, to książki są nieco inną parą kaloszy.

O ile pochłanianie pierwszych stron nie stanowi problemu, bardzo szybko przychodzi zmęczenie.

Gdy czytam artykuł, który jest bardzo obszerny w tekst, staram się zaplanować na to czas, aby przeczytać go w całości przy pierwszym podejściu. W przypadku książek nie mam takiej możliwości i cierpliwości. Gdy raz, czy drugi raz, przerwę czytanie, ciężko jest mi do tego wrócić. No, chyba że jest to coś naprawdę wciągającego i przydatnego.

W życiu nie przeczytałem Pana Tadeusza. Polegam na rozciągliwym opisie natury czy też budowaniu całej atmosfery dookoła. A gdyby tak udało się oszukać nieco nasz mózg i zamiast czytania 10 tysięcy słów, przeczytalibyśmy tylko ich początki, a resztę nasz mózg by przetworzył mimowolnie?

Stąd też się wzięło Bionic Reading.

Czytaj dalej na temat Bionic Reading ...z polskiego punktu widzenia

Jeżeli jeszcze tego nie wiesz, Google jest również firmą zajmującą się rejestracją domen internetowych. W ramach ich usługi Google Domains (Domeny Google) możesz zarejestrować wybraną przez ciebie domenę oraz zarządzać jej rekordami DNS w bardzo prosty sposób.

Co najważniejsze, Domeny Google są tanie, w porównaniu z konkurencją, oraz oferują usługi dodatkowymi za darmo.

Na chwilę pisania tego tekstu, polskie domeny z końcówką PL nie są obsługiwane przez Google. Nie ma możliwość ich wykupienia lub przeniesienia. Dla wszystkich innych czytaj dalej.

Dla przykładu moja domena w nazwa.pl kosztowała 150zł (plus podatek VAT), to około £26 po obecnym kursie walut. W momencie, gdy przeniosłem domenę do Google, co roku płacę tylko £10, czyli około 56zł. Widać różnicę!

W ramach domeny utrzymywanej przez Google, wraz z obsługą DNS oferuje ona opcję zwaną Email forwarding, w której możesz utworzyć aż 100 różnych adresów email w domenie i przekierować na wskazany adres email. Co więcej, jeżeli przekierowujesz je do Gmail, możesz również ustawić możliwość odpowiadania i wysyłania maili w domenie.

Czytaj dalej na temat Poczta we własnej domenie z Domenami Google (i Gmail)

Jeżeli dysponujesz własną domeną, a nie posiadasz możliwości odbierania i wysyłania maili z tego adresu, gdyż wiąże się to z dodatkowymi kosztami, CloudFlare przygotował dla ciebie idealne rozwiązanie.

Email Routing (przekierowywanie maili), mimo że na chwilę pisania tego tekstu jest w fazie Beta, to warte jest zainteresowania.

Aby skorzystać z tej opcji, nasza domena musi być zarządzana na serwerach DNS w CloudFlare. Jeżeli posiadamy rekordy MX (pocztowe) do innej usługi, będziemy musieli je usunąć i zastąpić.

Email Routing polega na ustawieniu adresu e-mail w domenie, z którego każda poczta otrzymana zostanie przekazana na inną skrzynkę pocztową.

Jeżeli nasz adres firmowy jest w domenie Gmail, dlaczego by nie zacząć używać poczty w naszej firmowej domenie. Zyskamy na tym większy prestiż i profesjonalizm, mimo że tak naprawdę nic się dla nas nie zmieni, gdyż nadal będziemy otrzymywać pocztę na skrzynce, którą używaliśmy do tej pory.

Czytaj dalej na temat Poczta we własnej domenie z CloudFlare (i Gmail)

Jeśli zaktualizowałeś swój komputer z Windows 10 do Windows 11, poniższe kroki pomogą ci wyczyścić pozostałości w systemie i zbliżyć go do wydajności znanej z 10 edycji systemu Windows.

Jeśli planujesz (lub już to zrobiłeś) zainstalować system Windows 11 z oficjalnego obrazu ISO, upewnij się, że używasz zawsze jego najnowszej wersji. W chwili pisania tego tekstu dostępny obraz ISO jest drugim od czasu, gdy system został zaprezentowany światu (64v1).

Czytaj dalej na temat 10 rzeczy do zrobienia po instalacji/aktualizacji do Windows 11 (+1)

Ostatnio natknąłem się na pewien problem, gdzie świeżo zainstalowany Windows 10 nie chciał pobrać aktualizacji.

Wyszukiwanie aktualizacji trwało w nieskończoność lub też, jeżeli się już one pojawiły, to utknęły one w kolejce pobierania (Pending Download) i nijak dało się je przekonać do pobrania. Klikanie w przycisk Pobierz (Download) nic nie dawało. Nawet sprawdzone metody resetowania usługi Windows Update nic nie dały.

W związku z tym zacząłem szukać innego rozwiązania i tak natrafiłem na metodę aktualizacji z wykorzystaniem PowerShell.

Czytaj dalej na temat Aktualizacja systemu Windows przy pomocy PowerShell

Każdy z nas chciałby używać komputera najdłużej, jak się da, aby pieniądze w niego wrzucone zwróciły się w czasie. W związku z tym spora część osób chciałaby również używać najnowszy system od Microsoftu, jakim jest Windows 11.

Microsoft wprowadził pewną zaporę, jeżeli chodzi o to, jaki sprzęt będzie mógł swobodnie śmigać z Windows 11.

Czytaj dalej na temat Microsoft miał racje. Nie aktualizuj „starego” komputer do Windows 11

Samsung lubi naśmiewać się z innych. Fajnie by było, gdyby w tych naśmiewaniach sam postępował tak, jak trzeba.

I tak przeczytałem wpis na Macworld Apple needs to start guaranteeing iOS upgrades like Samsung i zadałem pytanie, że co?

Czytaj dalej na temat Co za bzdura, Samsung znowu robi z siebie głupka

Ostatnio postanowiłem podłączyć zasilacz awaryjny w pracy co jednego z urządzeń, które chodzi 24h na dobę. Zasilacz, którym obecnie dysponujemy to APC Back-UPS 1400 (Back-UPS XS 1400U), oprócz możliwości podłączenia do 6 urządzeń, pozwala na monitorowanie stanu urządzenia za pomocą oprogramowania PowerChute oraz złącza USB.

Problem w tym, że oprogramowanie te nie jest kompatybilne z serwerem, który używamy, w związku z tym, że dostępne jest ono w wersji do użytku osobistego (Personal Edition).

Postanowiłem więc wykorzystać jeden wolny port (inny używamy do dodatkowego połączenia internetowego za pomocą routera 4G), aby podłączyć do niego UPS, by monitorować jego stan (urządzenie to oprócz dwóch diód nie posiada wyświetlacza). Jeżeli uda się zrobić coś więcej, to nawet i lepiej, ale wszystko zależy co da się osiągnąć z wykorzystaniem OpenWrt.

Czytaj dalej na temat Podłączamy zasilacz awaryjny UPS do routera z OpenWrt

We wrześniu 2018 roku napisałem kilka słów o Windows Defender, jako mój domyślny antywirus dla systemu Windows 10. Minęło kilka lat, odkąd używam go w pracy (tak jak reszta osób w firmie). Każdej osobie, której pomagam przy komputerze, polecam domyślne rozwiązanie od Microsoftu wbudowane w Windows 10/11.

Postanowiłem więc sprawdzić, czy oby Windows Defender to nadal rozwiązanie godne polecenia. W końcu jest ono darmowe, a za wszystkie inne trzeba płacić, więc gdzie jest haczyk?

Czytaj dalej na temat Windows Defender – "jedyny" program antywirusowy, który potrzebujesz na codzień