
Tak się złożyło, że od kiedy Asystowana Aktualizacja (wraz z najnowszą wersją OpenWrt 25.12) stała się domyślnym sposobem aktualizacji tych urządzeń, zaczęła gwałtownie zyskiwać na popularności.
Kiedy korzystałem z niej po raz pierwszy, byłem na samym początku kolejki, ewentualnie miałem przed sobą zaledwie kilku użytkowników. Kilka dni później, po premierze kolejnej wersji (25.12.1), liczba ta podskoczyła do około 200-300. Teraz, przy okazji następnego wydania (25.12.2), serwery nie są już w stanie tego udźwignąć.
Odpowiedź serwera: przeciążenie serwera, w kolejce znajduje się zbyt wiele żądań kompilacji: 1001
Podczas dyskusji z jednym z czytelników padła sugestia, abym skorzystał z cudzego serwera do Asystowanej Aktualizacji, ale takie rozwiązanie zawsze ma jakiś haczyk. Polecany serwer domyślnie korzysta z kompilacji w wersji SNAPSHOT, czego zdecydowanie nie zalecam w środowisku produkcyjnym czy biznesowym. O ile można się w to bawić na domowym routerze, o tyle w firmie trzeba stawiać na stabilność.
Pomyślałem więc, że może po prostu postawię do tego celu własny serwer. Mam już w domu (a także w pracy) niewielkiego mini-PC — to Chromebox przerobiony na serwer Ubuntu z zainstalowanym Dockerem. Moje obciążenie nie jest ogromne, a sprzęt ten ma spory zapas mocy obliczeniowej.

Powinienem był odkryć to lata temu!
Nigdy wcześniej nie trafiłem na tę funkcję, mimo że najwyraźniej była dostępna już od kilku wersji. Dopiero teraz, wraz z oficjalnym wydaniem wersji 25.12.0, dowiedziałem się, jak uprościć proces przejścia z jednej wersji na drugą (sam wykonałem aktualizację z 24.10.2 do 25.12.0).
Z czasem wypracowałem własną rutynę tworzenia kopii zapasowych pakietów i plików konfiguracyjnych, instalowania nowego obrazu i przywracania wszystkiego. Szczerze mówiąc, zawsze tego rozwiązania nienawidziłem, zwłaszcza w środowisku biznesowym, ponieważ wiąże się to z koniecznością przestoju. To właśnie dlatego zdarzało mi się zostawać w tyle z niektórymi poprawkami OpenWrt (wciąż korzystałem z wersji 24.10.2 zamiast 24.10.5).
Jeśli nie możesz pozwolić sobie na długą przerwę w działaniu sieci, możesz ją zminimalizować, stosując to rozwiązanie: Asystowana Aktualizacja - ang. Attended Sysupgrade (ASU).

Żyjemy w czasach, w których sztuczna inteligencja stała się codziennym narzędziem, z którego korzystamy zarówno w pracy, jak i w szkole.
Wielu uczniów i studentów wspiera się AI, aby szybciej przyswajać wiedzę, błyskawicznie znajdować informacje czy poszerzać swoje horyzonty.
Należę do pokolenia, które ukończyło szkołę i studia jeszcze przed erą AI. Moje czasy studenckie przypadły na boom internetowy – dostęp do sieci zaczął wtedy wypierać konieczność przesiadywania w bibliotekach. Mimo tych ułatwień, jestem dumny z tego, że cały wysiłek włożony w moją edukację był wyłącznie moją własną zasługą.
Obecnie wielu studentów szuka drogi na skróty. Podobnie wygląda sytuacja na rynku pracy – coraz trudniej o zaangażowanego pracownika na wymagającym stanowisku za przeciętne wynagrodzenie.
Ludzie nie chcą już ciężko pracować na swoje pieniądze. Każdy szuka najprostszej drogi, by zarabiać krocie przy minimalnym wysiłku. Ale to tak nie działa – a przynajmniej nie dla większości z nas. Jeśli uważasz inaczej i nie jesteś w tej chwili milionerem, to po prostu się łudzisz.
Podobnie jest z edukacją. Wiedzę zdobywasz po to, by w przyszłości być lepszym i bardziej kompetentnym człowiekiem. Uczysz się rzeczy, które mają ci służyć w późniejszym życiu. Jeśli wybierasz drogę na skróty i zlecasz AI napisanie pracy, którą potem bezmyślnie kopiujesz i oddajesz wykładowcy, to coś tu jest bardzo nie tak.
Jasne, możesz to robić (prawie) – nikt cię przed tym nie powstrzyma – ale zastanów się: ile tak naprawdę się dzięki temu nauczysz?

Od pewnego czasu na mojej stronie poruszam tematykę związaną z OpenWrt. Jednym z głównych obszarów zainteresowań moich czytelników była implementacja WireGuard, dodawanie tunelu Cloudflare WARP oraz zarządzanie wieloma łączami internetowymi na jednym routerze.
Do tej pory nie opisałem jednak, jak warunkowo kierować ruchem w sytuacji, gdy dysponujemy dwoma łączami lub gdy do pojedynczego połączenia fizycznego dodaliśmy połączenie wirtualne (takie jak VPN).
Choć do przekierowania ruchu można wykorzystać reguły zapory ogniowej (firewalla), ich wdrożenie nie zawsze jest proste i intuicyjne. W związku z tym zacząłem szukać alternatywnego rozwiązania.
Zależało mi szczególnie na możliwości szybkiego skonfigurowania routera tak, aby w razie potrzeby kierował ruch z konkretnego urządzenia bezpośrednio przez tunel VPN. Aby to ułatwić, przyjrzałem się pakietowi PBR (Policy-Based Routing).

W nawiązaniu do mojego zeszłorocznego wpisu, w którym podzieliłem się moimi odkryciami na GitHubie w 2024 roku, przeanalizowałem to, co udało mi się znaleźć w ciągu całego roku 2025.
Regularnie przeglądam repozytoria, które oznaczyłem gwiazdką, a 31 grudnia 2025 roku nie był pod tym względem wyjątkiem.
Do końca 2025 roku zgromadziłem (lub odkryłem na nowo) poniższe repozytoria – każde z nich jest zdecydowanie warte uwagi.
To zestawienie ma charakter autorski. Wybrałem te pozycje, które moim zdaniem najbardziej warto znać w nadchodzącym 2026 roku. Unikałem powielania propozycji z poprzednich lat. Aby zapoznać się z moimi wcześniejszymi rekomendacjami, zapraszam do lektury wpisu Gwiazdy GitHuba 2024.

W przeszłości szukałem różnych sposobów na zwiększenie zasięgów mojej strony oraz witryn, nad którymi pracuję, a które regularnie publikują nowe treści.
Analizowałem między innymi możliwość publikacji treści w Wiadomościach Bing, co zazwyczaj kończyło się odrzuceniem zgłoszenia bez żadnego wyjaśnienia. Moja ostatnia próba miała miejsce w lipcu 2024 roku, po czym uznałem, że nie warto tracić na to więcej czasu. Zresztą niedługo potem funkcja ta została wycofana.
Od czasu do czasu moja witryna trafia też do „aresztu” (Bing Jail) bez wyraźnego powodu. Choć w przeszłości udawało mi się wydostać z aresztu Bing, co jakiś czas muszę tam „odsiadywać wyrok” na nowo.
Ostatnia taka blokada w Bing przydarzyła się mojej stronie tuż po 2 października 2025 roku i trwała aż do 17 grudnia 2025 roku, kiedy to odnotowałem powolny powrót do normy, mimo że nie podejmowałem żadnych działań w tym kierunku. Całe to zamieszanie z Bingiem sprawia, że trudno mi polecać wyszukiwarki inne niż Google, takie jak DuckDuckGo, które w dużej mierze opierają się na wynikach z Bing. Microsoft musi uporać się z tymi absurdami, jeśli kiedykolwiek chce zbliżyć się do Google. Jednak w obecnej erze AI szczerze wątpię, aby to kiedykolwiek nastąpiło.
W pewnym momencie sprawdzałem też publikowanie treści w Google News, dopóki Google również nie postanowiło uśmiercić tego rozwiązania.
Obecnie na popularności zyskuje inna usługa Google: dodawanie stron internetowych jako preferowanych źródeł informacji w wyszukiwarce.

Jestem fanem Linuxa od młodości. Moimi ulubionymi dystrybucjami są te oparte na Debianie. Choć nigdy oficjalnie nie przesiadłem się na niego całkowicie, Linux jest częścią mojego codziennego życia – i Twojego również.
Na co dzień korzystam z Windowsa 11, jednak moim głównym systemem jest macOS, który wywodzi się z Unixa. macOS wykazuje wiele podobieństw do Linuxa, a dzięki potędze terminala mogę robić znacznie więcej, niż tylko polegać na aplikacjach z graficznym interfejsem użytkownika (GUI).
Z drugiej strony, wszystkie moje pozostałe urządzenia opierają się na Linuxie. Mój router bazuje na tym systemie (OpenWrt), mam mały serwer z Ubuntu, który pomaga mi w testowaniu różnych rozwiązań, oraz kilka Raspberry Pi tu i tam.
Funkcją, którą najbardziej cenię w systemach operacyjnych opartych na Linuxie, jest możliwość zarządzania pakietami (oprogramowaniem) zainstalowanymi w systemie. Za pomocą kilku poleceń przy użyciu apt (Debian) lub opkg (używanego nadal w OpenWrt) mogę szybko zaktualizować wszystko, czego aktualnie używam w systemie.
To właśnie tej funkcji najbardziej brakuje mi w Windowsie. Aby zadbać o to, by moje aplikacje były zawsze aktualne, korzystałem z różnych programów. Niektóre są beznadziejne, inne nieźle wywiązują się ze swojego zadania – jak na przykład UCheck – ale żaden z nich nie oferuje wszystkiego.
Odkąd Microsoft zaczął kłaść większy nacisk na Microsoft Store w Windowsie, pojawia się tam coraz więcej aplikacji. Większość programów, które zazwyczaj instaluje się bezpośrednio ze stron deweloperów, trafia również tam – często nawet w formie bezpośrednich odnośników do instalatorów.
W przeciwieństwie do tego, co napisałem wcześniej, z perspektywy użytkownika Maca jestem rozczarowany tym, jak Apple podchodzi do swojego App Store na macOS. O ile iPhone’y polegają na App Store w 99% przypadków, o tyle w wersji na macOS brakuje mnóstwa rzeczy, co jest dość deprymujące.
Dzięki temu, że w Microsoft Store pojawia się coraz więcej aplikacji, można je szybko i bez żadnego wysiłku aktualizować, co jest świetne. Jednak to wciąż nie rozwiązuje wszystkich problemów.

Ostatnio znalazłem chwilę, by obejrzeć niezwykle wnikliwą i dynamiczną prezentację Adama Argyle’a zatytułowaną „25 nowych i świetnych funkcji CSS”.
Obejrzyj tutaj: 25 nowych i świetnych funkcji CSS autorstwa Adama Argyle’a
Już po pięciu minutach, gdy pokazał zastosowanie @view-transition { navigation: auto; } i cała publiczność zareagowała entuzjastycznie, wciągnęło mnie to na dobre i oglądałem aż do końca.
Dowiedziałem się naprawdę wiele i wdrożyłem sporo z omawianych funkcji na swoich stronach. O części z nich słyszałem wcześniej, ale nie mam zwyczaju wdrażać wszystkiego od razu. Gdy technologie są jeszcze na wczesnym etapie adopcji w przeglądarkach, wolę poczekać. Problem w tym, że później często o nich zapominam, dlatego prezentacja Adama przypomniała mi o kilku koncepcjach, które już kiedyś spotkałem.
Jedną z nich było użycie color-scheme: light dark; oraz podejście z wykorzystaniem składni light-dark() dla kolorów jasnych i ciemnych.

Dni mijają, a rolki się toczą. Zainwestowaliśmy w nowy papier, ale od początku coś było w nim niecodziennego.
Po kilku dniach użytkowania, nadal aktywnie porównujemy go z marką Lidl (Floralys Quilted Toilet Tissue), aż nagle moja żona zauważyła, dlaczego papier toaletowy Who Gives a Crap (WGaC) wydaje się inny.
Myślałem, że to nostalgia z końca lat 80./początku 90., ale nie!
Chociaż wspominałem, że rolki z Lidla nie dorównują rolkom WGaC z powodu rozmiaru, czasami rozmiar nie ma znaczenia.

Na moim obecnym połączeniu internetowym w domu nie mam bezpośredniego dostępu do zewnętrznego adresu IPv4 z mojego routera (dostępne jest tylko IPv6). Z tego powodu nie mogę skonfigurować mojego serwera VPN przy użyciu WireGuard bezpośrednio. Dlatego muszę wspierać się technologią Cloudflare Zero Trust.
Korzystając z mojego przewodnika, jak dodać tunel Cloudflare do routera OpenWrt, jako alternatywy dla VPN WireGuard, udało mi się odzyskać dostęp do mojej sieci spoza domu.
Jednak istnieje jeden problem z tym rozwiązaniem.
Moja strona używa ciasteczka 🍪. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj: Polityka Cookies.