(nie) Zmieniłem wyszukiwarkę Google na DuckDuckGo

Zawartość

Mimo tego, że na co dzień używam multum usług Google, używanie wyszukiwarki Google nie jest czymś, co wybrałem z własnej woli.

Używam Google, aby znaleźć, to co szukam. Wszystkie inne wyszukiwarki mają jeden problem. Nie zawsze jestem w stanie znaleźć to, co potrzebuję i to w miarę szybko.

Do sposobu jak działa Google, przyzwyczailiśmy się na przełomie ostatnich n-lat. O ile możemy znaleźć to, co szukamy w miarę szybko, to pomiędzy wyszukiwaniami zalewani jesteśmy toną mniej przydatnych stron, oraz tych, które żerują na naszych danych.

Sam Google żeruje na tym, co wyszukujesz w internecie. Nie oszukujmy się, to jest ich główny cel, w końcu są oni firmą reklamową (tak, reklamową!).

Google to nie firma, która oferuje pocztę Gmail, Zdjęcia Google czy Mapy. To firma nastawiona na gromadzenie jak największej ilości danych, aby później wykorzystać je do generowania przychodu dla siebie lub swoich partnerów (którzy później oddają procent dla nich).

Tymi partnerami są, chociażby osoby, które uczestniczą w programie AdSense do wyświetlania reklam na stronach internetowych. Do tych “partnerów” zaliczam się również ja, gdyż na większości (nie wszystkich) podstron na mojej stronie internetowej wyświetlane są reklamy Google, aby pomóc wygenerować mi mały przychód, pomagający w jej utrzymaniu (choć i tak większość idzie z mojej kieszeni).

Do przesiadki na DuckDuckGo przymierzałem się od dawna, ale zawsze wracałem do Google. Wracałem z prostego względu. Gdy musiałem coś znaleźć, a wiedziałem, że jest to gdzieś w internecie, w DuckDuckGo czułem pewien niedosyt.

Mimo tego, w grudniu 2020 roku postanowiłem spróbować jeszcze raz. Aby tego dokonać, zmieniłem domyślną wyszukiwarkę w moim telefonie (iPhone) oraz komputerze z macOS (z zakładki do Google nie korzystam tak często, jak wyszukiwanie bezpośrednio z paska adresu przeglądarki). Jednak to nie wszystko. Większą część czasu spędzamy w pracy (przy pracowym komputerze z Windows 10) i aby wynik był miarodajny, postanowiłem zmienić Google na DuckDuckGo również w pracowym Edge (bazującym na Chromium). Tutaj właśnie odczuję największą różnicę, która pozwoli mi podjąć decyzję na rok 2021.

Mimo tego eksperymentu już teraz na mojej statycznej stronie opartej o Hugo wykorzystuję pole wyszukania, które wykorzystuje do tego celu wyniki wyszukiwania z DuckDuckGo.

Nie oszukujmy się. Jak możemy przeczytać w porównaniu Google z DuckDuckGo, aby móc istnieć, DDG również musi generować pieniądze i generuje w ten sam sposób co Google… z reklam. Reklamy w DuckDuckGo wyświetlane są bardziej na podstawie słowa kluczowego, którego używamy w wyszukiwarce a niżeli o personalizowane dane zebrane przez Google na temat nas samych. DuckDuckGo również wyświetla odniesienia do produktów oferowanych, chociażby przez Amazon. W momencie, gdy dokonamy zakupu przez link polecający właśnie z DuckDuckGo, firma otrzymuje prowizję.

Nie będę się za bardzo rozpisywał, dlaczego właśnie DuckDuckGo, a nie Google. Wystarczy wspomnieć prywatność i otwartość jako dwa podstawowe powody do zainteresowania.

Szkoda, tylko że Apple woli wziąć miliony od Google za to, aby Google było domyślną przeglądarką w ich ekosystemie, a niżeli podążać ich mantrą ostatnich lat, jaką jest prywatność użytkownika. Na szczęście wszystko można zmienić.

Wracając do mojej zmiany, zobaczmy, czy tym razem pozostanę z DuckDuckGo na dłużej, a co więcej, będę zachęcać innych do zmiany.

Oprócz samej wyszukiwarki postanowiłem używać również (tam, gdzie to było możliwe) DuckDuckGo Privacy Essentials obok używanego przeze mnie AdBlock Plus. Dotyczy to Safari na macOS oraz w pracowym Edge opartym o Chromium.

ps. Nie, nie zamierzam przechodzić (na razie) z Safari na iOS na ich własny program DDG (przeglądarkę), mimo że mam ją również zainstalowaną.

Dzień 0 - Początek

Pierwszy niuans korzystania z DuckDuckGo to brak pokazywania daty artykułu/wpisu, kiedy został on opublikowany w internecie.

Jak jest w Google: data w artykule - jak jest w Google


Jak jest w DuckDuckGo: data w artykule - jak jest w DuckDuckGo


Czytanie, jak rozwiązać problem z jakimś sprzętem napisany w roku 2000 nijak się ma do obecnej sytuacji w 2020.

Nie jest to do końca wina DDG, gdyż Google również nie wyświetla tego przy innych wpisach.

Jak jest w Google: bez daty w artykule - jak jest w Google


Jak jest w DuckDuckGo: bez daty w artykule - jak jest w DuckDuckGo


Wszystko do zależy, jak strona internetowa informuje przeglądarki o tym kiedy artykuł został opublikowany oraz kiedy został zaktualizowany.

Jak jest w Google: mój wpis - jak jest w Google


Jak jest w DuckDuckGo: mój wpis - jak jest w DuckDuckGo


A jak jest naprawdę: mój wpis - jak jest na stronie


Mimo tego, tak jak wcześniej, tak i teraz przypadł mi do gustu pasek pozwalający skoncentrować wyniki wyszukiwania wg kraju.

Wielka Brytania wyszukanie wg kraju - Wielka Brytania - DuckDuckGo


Polska wyszukanie wg kraju - Polska - DuckDuckGo


Już tego samego dnia zobaczyłem, jak bardzo Google ingeruje i nakierowuje nas, w co klikamy w internecie.

Co jakiś czas powtarzam niektóre frazy wyszukania w celu znalezienia nowych artykułów na pewien temat. I tak jak Google przywołuje z reguły ciągle te same strony, DuckDuckGo pokazało mi inne, wysokiej jakości artykułu na niszowych stronach, które poniekąd warto było przeczytać, a które zniknęły gdzieś w gąszczu filtru google.

Pierwsze dni

Mimo że początek tygodnia zaczął się bardzo pracowicie, to nie miałem za dużo czasu buszować po internecie. Mimo tego, zaraz po ustawieniu DuckDuckGo i zainstalowaniu dodatku do przeglądarki zacząłem od znalezienia rozwiązania na problem, który powitał mnie w pracy w godzinach porannych.

I jak brak daty publikacji w wynikach wyszukiwania jest nieco wkurzający, to same wyniki wyszukania były bardziej trafne niż na co dzień z Google. Przychodzi mi na myśl, że owa “data” to kwestia przyzwyczajenia — pożyjemy, zobaczymy.

Korzystając z podobnej frazy wyszukania, której używałem zaledwie tydzień temu, w Google natrafiłem na kolejną perełkę w internecie, która pozwoliła mi z lepszego kąta spojrzeć na problem i go rozwiązać.

Na razie, trafność wyszukiwań jest na nieco lepszym poziomie.

Co najśmieszniejsze z dzisiejszego dnia (14/12) było to, że podobno dzisiaj była jakaś wielka awaria Google. Hmm… nie zauważyłem 😜

Google is Down, Oh I use DuckDuckGo

Traf chciał…

Kolejne dni

Przygotowania w firmie do oficjalnego rozstania z Unią Europejską sprawiły, że nie miałem za dużo czasu na szukanie w internecie, a jak chciałem coś znaleźć, to chciałem to zrobić szybko i efektownie. Tutaj DuckDuckGo okazał się naprawdę przydatny.

Bez zbędnych wyników wyszukania, przez kolejne dni udało mi się znaleźć to, czego szukałem niemal momentalnie. Trafność wyszukania jest godna polecenia.

Oczywiście, ciężko jest znaleźć coś, co zostało opublikowane kilka minut temu. Google indeksuje wszystko, tak jak leci i intensywnie personalizuje wyszukania. To właśnie udowodniło mi, że ilość (Google) nie zawsze znaczy jakość (DuckDuckGo).

Co zauważyłem, że jak chcę znaleźć coś szybko, równie szybko piszę na klawiaturze. Oczywiście, wiąże się to z przeróżnymi błędami w pisowni. Google w większości przypadków wie, co mam na myśli i szybko poprawia wyszukania do frazy, którą myśli, że powinna być wpisana. DuckDuckGo nie jest pod tym względem taki intuicyjny. Popularne słowa wpisane nieprawidłowo zostają zasugerowane w odmiennej formie, jednakże jako że DDG nie śledzi nas na każdym kroku wyszukania, jego algorytmy nie jest w stanie rozpoznać “co autor miał na myśli”.

Przyszłość

I tak stwierdziłem, że zmiana Google na DuckDuckGo pozostanie ze mną na trochę dłużej niż przy ostatnich próbach. Raz na jakiś czas jednak będę sięgać do Google, w przypadku, gdy coś, czego szukam, jest perełką w otchłani internetu, a żeby ją znaleźć, trzeba się nieźle nagimnastykować.

Na pytanie, czy będę zachęcał innych do zmiany wyszukiwarki ciężko mi to powiedzieć. Musiałbym dokonać eksperymentu na większej grupie ludzi i usłyszeć ich reakcje. W obecnych czasach, gdy musimy ograniczać kontakt między sobą, aby chronić siebie nawzajem, nie jest to takie łatwe. Praca z domu i kontakt przez Teams (lub jak kto woli Zoom) nijak się ma do biurowej pogawędki o wszystkim i o niczym.

Mimo tego myślę, że pomału będę próbował przekonać innych.

Zobaczymy co z tego wyjdzie :)

Kryzys, część 3-cia

I tak przeszło trzy tygodnie spędziłem z DuckDuckGo, jednakże przez ostatni tydzień, coraz to bardziej doskwierał mnie problem ze znalezieniem tego, czego potrzebuje. Mimo że na początku wszystko wyglądało wyśmienicie, coraz częściej wyszukując to, co chcę, odsyłany byłem do podobnych nazwą stron, z reguły ze Stanów Zjednoczonych (podkreślę, że przebywam w Wielkiej Brytanii).

O ile prywatnie wszystko wygląda ok, o tyle w biznesie różnica pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Wielką Brytanią jest spora. Mimo że piałem domyślnie zaznaczoną lokalizację, to coraz bardziej wyniki odstawały od lokalnego wyszukania.

W przypadku, gdy chcesz znaleźć stronę internetową lokalnego dostawcy produkty, a lądujesz na podobnie brzmiącej stronie firmy z USA, to zaczyna cię szlag trafiać.

Tutaj Google, wraz z wynikami wyszukania powiązanymi z bazą firm zwraca prawie nieomylnie to, co potrzebuję.

Co najśmieszniejsze, bardzo popularne strony sklepów internetowych w Wielkiej Brytanii o bardzo dobrym pozycjonowaniu (SEO) z lupą szukać wpisując ich unikalną nazwę. To, co szukam, o ile znajdę, znajduje się na drugiej lub trzeciej stronie a jasno widać, że strony z USA wiodą tutaj prym.

Nie oszukujmy się, DuckDuckGo jest dobrą wyszukiwarką, ale jednak to nie Google.

Ostatnio przeplótł mi się artykuł opisujący stwierdzenie “Google it…” (pol. wy-googluj to…) zamiast stwierdzenia “Search it…:” (pol. wyszukaj to…).

“Google it…” czy po prostu “Wyszukaj w Google…” mimo że głównie chodzi o użycie wyszukiwarki Google do znalezienia czegoś, nie do końca tak jest.

To owo pojęcie staje się bardziej stwierdzeniem określającym wyszukanie czegoś w wyszukiwarce w internecie a niżeli stwierdzeniem, że musi to być wyszukane tylko w Google (mimo, że nazwa sama to sugeruje).

W pełni się zgadzam z innymi przedmówcami, że “Wygoogluj…” (“Google it…") jest o niebo bardziej czytelne dla drugiej osoby niż stwierdzenie “DuckDuckGo it…” (ktoś w Polsce, przychylny jednej tylko władzy powiedziałby “wykaczkuj to…”, sic!, ale wtedy była by to dopiero zadyma). Stwierdzenie “Bing it…” już by było bardziej zrozumiałe, ale jak to się mówi, “kto do cholery używa Bing?” (sorry Microsoft).

I tak po raz kolejny wróciłem do Google, chociaż nie odpuszczę i nadal będę dawał DuckDuckGo szanse zaistnienia.

Cała ta zmiana DuckDuckGo, szczytnie podsycana słowem “prywatność”, ma się jak obecna sytuacja z WhatsApp, który niedługo ma wymusić na użytkownika dzielenie się informacjami z Facebookiem.

Zmieniając Google na DuckDuckGo, podczas gdy nadal używamy Gmail i Google Photo (Zdjęcia Google) jest się dosłownie tak jak porzucenie WhatsApp’a zostawiając cały czas aktywne swoje konto na Facebook.

Mimo tego, dzięki całej akcji zyskują inni. Tak jak DuckDuckGo zyskuje przeciwko Google, tak i komunikator Signal zyskuje w obliczu kryzysu z WhatsApp. I o ile, tak jak to się stało z Microsoft Edge opartym na Chromium, gdzie Google ma się czego bać (i jak szeroko widać “boi się”), gdyż dominacja Google Chrome jest zagrożona, to jeżeli chodzi o wyszukiwarkę DuckDuckGo, Google może tylko powiedzieć “pff…”, bynajmniej na chwilę obecną.

Pozdrawiam.

Dołącz do dyskusji