Polsko-Angielska rzeczywistość

Pomału zaczyna mnie to już drażnić. A dokładniej nie to – lecz kto.

Każdego dnia Polacy w Anglii, których spotykam upewniają mnie w stwierdzeniu że jesteśmy głupim narodem. Głupim pod tym względem, że nie potrafimy się dostosować do warunków, w których żyjemy. Typowa Polsko-Angielska rzeczywistość.

Nie mam na myśli tutaj wszystkich, którzy wyjechali za lepszym życiem za granice, ale o tych 90% którzy nie dosyć ze wyjechali bez znajomości języka, to nie chcą się go uczyć i od razu chcieli by być kierownikami. Na każdym kroku jak to widzę, zaczyna mnie zbierać na wymioty.

Inną wkurzającą rzeczą jest fakt, ze przyjeżdża ci taki polak bez znajomości języka i nie potrafi, a dokładniej nie chce (z lenistwa) nauczyć się kilku słów żeby chociaż zakupy zrobić w supermarkecie. Ale nie, bo po co, są przecież polskie sklepy gdzie można kupić mleko za 100% wyższa cenę niż jest to w normalnym, codziennym sklepie. Ale po co, przecież jak można. Co tam, że w przypadku mleka, Anglicy maja je 100x lepsze niż Polacy, ale lepiej przepłacić i kupić polskie.

Nie zdziwiło by mnie to, gdyby ci oto przykładowi Polacy bez języka, zarabiali by kokosy – ale nie, oni z reguły zarabiają minimum albo jeszcze mniej – a rżną bogaczy na każdym kroku. Nie powiem, bo sam okazjonalnie, co najmniej raz w tygodniu robię zakupy w polskim sklepie, bo można w nim dostać rzeczy, które są tańsze i niekiedy dużo lepsze niż w angielskich sklepach na pułkach. Chociażby wędliny czy sery, które w Anglii są bardzo drogie. Ale kupowanie chociażby dżemu w polskim sklepie to przesada, bo idziesz chociażby do takiego koncernu jakim jest Morrisons i bierzesz ich jeden z tańszych dżemów i znajdujesz napis Product of Poland. A cena? Kilkukrotnie niższa niż w polskim sklepie, a jakoś taka sama o ile nie lepsza.

Ale co tam, jak usłyszysz w tym oto supermarkecie Morrisons, gdy polak mówi do polaka, że nie kupi tego dżemu, bo jest z Polski. No ludzie, trzymajcie mnie bo zabiję jak psa… cytując Pawlaka z Samych Swoich.

Takich przykładów jest sporo, wystarczy się trochę podszkolić. I nie trzeba tutaj od razu mówić fluent english, same słówka wystarcza i można zaoszczędzić sporo pieniędzy, a nie iść na łatwiznę i kupować wszystko w polskich sklepach, gdzie Polacy zdzierają z polaków jak się da.

Na pewno, czytając mój tekst znajdzie się sporo głosów sprzeciwu, ale taki jest fakt. Sam, jak przyjechałem do Anglii, znalem język, ale musiałem się na nowo go nauczyć biorąc pod uwagę sposób porozumiewania się tutejszych ludzi, gdyż tak naprawdę, jak to już nie jeden raz przytaczałem – w Polsce bardziej nauczyłem się języka amerykańskiego a niżeli angielskiego.

Mimo to, rozwala mnie fakt, jak ludzie bez jakichkolwiek podstaw języka, jakimś cudem znajdą pracę – gdyż znajdzie się osoba która ich zatrudni, mimo że nie potrafi się z nimi dogadać – jedyne co potrafią to narzekać. Szczególnie na swoja pracę. Powinni się cieszyć, że ją mają – mają z niej pieniądze i nikt nie wymaga od nich nic więcej jak tylko uczciwej pracy. Osoby te nie wykazują żadnej chęci do nauki, a do narzekania są pierwsi. Tak naprawdę, to oni by już chcieli być kierownikami, aby pokazywać anglikom jak się pracuje (sić!). Ale to chyba my powinniśmy się uczyć od nich, w końcu to ich kraj lepiej stoi i funkcjonuje. Mimo tego, że do wkręcenia przysłowiowej żarówki przyjdzie 3 ekspertów. Jeden będzie trzymał drabinę, inny żarówkę – a jeszcze inny będzie ją wkręcał. Ale patrząc na to z innej strony, 3 osoby maja prace, to o 66% mniejsze bezrobocie. Można na to patrzeć humorystyczne, ale coś w tym jest. Jak byśmy my robili prace za nich, to niedługo gospodarka Anglii była by jak polski – niezaciekawa.

Mimo mojej znajomości języka i tak jest mi czasem głupio, że nie mogę bezpośrednio powiedzieć tego co chce, tylko muszę użyc nieco zamiennych słów, aby się dogadać. To mnie boli, dlatego co rusz staram się rozwijać mój język, chociażby idąc do szkoły na doszkolenie. Ale co tam, przecież po co takiemu polaczkowi język. Ma polskie sklepy, w urzędzie poprosi o polskiego tłumacza, lekarza można sobie również wybrać polaka. Już nie mówiąc o zakładaniu polskiej telewizji w Anglii co jest dla mnie lekka przesada (chociaż ma to również swój sens, który zapewne z czasem zrozumiem). Rozumiem mieć dwie telewizje – angielską i polską, ale co da to takiemu polaczkowi tylko polska telewizja. Nie rozumiem tego, po co ogląda się polskie wiadomości, skoro na stałe osiedliło się w Anglii. Po co mi słuchać o powalony PiS’ie jak rzre się z Platforma, co mnie interesuje drożyzna i bezrobocie w Polsce. No własnie, mnie nic. Osobiście posiadam tylko angielską telewizję i do kawy porannej słucham BBC News. Chyba bardziej wskazane jest wiedzieć co się wydarzyło wokół nas, a niżeli w Polsce, co nie ma odzwierciedlenia do codziennego życia w Anglii. I co, z anglikiem będzie się rozmawiało o tym, co wydarzyło w Polsce? Ich przecież to nic nie obchodzi, oni i tak wiedza ze nasz kraj to jakiś ciemnogród. Jeżeli chcemy się czegoś nauczyć, to podyskutujmy z nimi na temat, na który oni też będą mogli się wypowiedzieć.

Osobiście pracuje w Anglii, przygotowując desery w restauracji. Na co dzień mam kontakt z polakami jak i anglikami. Ale rozwala mnie fakt, jak ktoś mi mówi, że z moją znajomością angielskiego nie pracował by tu gdzie pracuje. Może w ich mniemaniu mój angielski jest dobry, nawet od anglików takie stwierdzenie mogę usłyszeć. Ale według mnie, w moim odczuciu nie czuje się jeszcze na tyle pewnie aby konkurować o posadę z anglikami. Dlatego też uczęszczam na lekcje angielskiego aby ta pewność zdobyć i wtedy zmienić coś w swoim życiu. Puki co, to mam stała prace i pensje, wiec nie można narzekać. Zresztą, jakie to porównanie, jeżeli ktoś mówi że z moim angielskim nie pracował by na kuchni. A co powiedzieć o anglikach, którzy pracują na kuchni. No wiem, są tam też debile, którzy nic innego nie potrafią robić jak obierać ziemniaki, ale są tez ludzie, którzy podjęli się tego zawodu z wyboru, chęci i pasji. Wiec nie można tak powiedzieć, jakby to była jakaś hańba. A to że zarabiam mniej, niż co niektórzy Polacy bez języka segregujący śmieci na wysypisku, to nie znaczy że mamy się czegoś wstydzić. Choć nie mówiąc, że praca śmieciarza to jakaś hańba, bo żadna praca nie hańbi, a ktoś przecież też ją musi wykonywać, to mimo to ciesze się z tego jak jest. A co będzie dalej, czas pokaże.

Pozdrawiam.

Dodaj komentarz