Need For Speed: The Run… 1st @ New York

Kontynuując moje rozmyślania z poprzedniego wpisu o Need For Speed: The Run.

No i oto dotarłem co końca gry i szczerze muszę powiedzieć, że moje odczucia pozostały podzielone. Ja już wspominałem o grafice, to seria „wyzwań” w grze kuleje. Budynki miejskie wyglądają sztucznie, a kolory aut są jakby w palecie 128 kolorowej. Jedynie co nie odstają, to trasy zrobione w ciemniejszej i nocnej atmosferze. Irytuje fakt, że wczytywanie poszczególnych wyścigów bardzo często trwa dłużej niż sama jazda. Choć to już może wina wiekowego Xboxa, ale jakoś inne gry dają radę.

Jednak nie, obecnie gram w Most Wanted (2012) i tutaj wszystko wczytuje się dużo szybciej.

~600km Wprowadzony w tryb gry system interakcji gracza z filmikami, które są prezentowane tj. bieganie i wciskanie odpowiedniej kombinacji klawiszy jakoś do mnie nie przemawia. Przypomina mi się gra z serii Bourne’a – wszystko tak jakby sztucznie wyreżyserowane – to nie NFS. Na plus zasługuje fakt umieszczenia gry w prawdziwych realiach USA, a nie wyimaginowanych miast, które nie istnieją. Dodaje to co nieco atmosfery w grze. Co śmieszniejsze jest to, że na każdym kluczowym etapie w grze, musisz być na odpowiednim miejscu, gdyż inaczej nie przechodzisz dalej. Faktem jest to, że niespełnienie tej zależności jest w praktyce nie możliwe, albo kończymy dany wyścig na określonym miejscu, albo męczymy go do bólu, aż dany cel osiągniemy. Brakuje mi co nieco długich wyścigów trwających 15-20 minut, znanych z poprzedniej części NFS: HP. Bardzo fajnym elementem, zasługujących na pochwałę dla twórców są wyścigi w wąskich kanionach, uliczkach, czy pomiędzy wszechobecnymi przeszkodami. Jeden nieprawidłowy ruch i rozwalamy samochód. Gra nie jest już w takim stylu, jakbyśmy jechali czołgiem – niezniszczalnym. Dobre jest też to, że w końcu możemy w poprawny sposób zepchnąć przeciwnika i nadziać go na przeszkody. Mimo to, brakuje nieco kolejnego elementu z Hot Pursuit, czyli wskaźnika zniszczenia samochodu – utrudniło by to poniekąd całą grę, ale może i dobrze – niestety, tego tutaj nie ma. Ogólnie rzecz biorąc, gra jest niezwykle ekscytująca, ale na każdym etapie da się dostrzec oszczędności na grafice – zapewne jest to podyktowane koniecznością utrzymania płynności całej zabawy. Jednakże nie mogę wybaczyć niedopracowanych kogutów policyjnych, które momentami wyglądają jak dwa na przemian mrugające piksele – jak na NFS, to wygląda tragicznie. Brakuje mi jeszcze możliwości ścinania tras, wszędzie tam gdzie jest to możliwe. Gdy tylko tego próbujemy, jesteśmy automatycznie przywracani na trasę. Ale oczywiście to już tylko moje subtelne odczucie, które wywodzi się pewnie z filmy Tokio Drift, a mogło by się przyczynić do nadużyć wśród graczy – choć i bez tego, znajdą się miejsca do tego typu kombinacji. ~1300km Na tym etapie to już nie zabawa, a policja daje popalić. Mimo to czuję, jakbym „przelatywał” przez całą grę. Lawiny i slalomy wąskimi korytarzami wśród spadających skał to niezłe wyzwanie, jak dla mnie, nieznane jak dotąd z tego typu serii gier.

~1900km Mając już total run time: 1h 11min mam już 60% przejścia gry? Coś za szybko, nie sądzicie? Gdyby nie dostępne „wyzwania” pomyślał bym że ta gra to jakieś śmiechu warte. Ale cóż, jedno można przyznać, że efekty pogodowe i dźwiękowe są na plus. Kolejny raz odnosząc się do grafiki muszę przyznać, że zapiera dech, szczególnie na leciwych Xboxach. Malownicze krajobrazy na otwartych trasach poza Chicago. ~4000km Kolejny raz powiem, że wkurza fakt, z jaką łatwością można wylecieć z trasy oraz brak możliwości poruszania się jej alternatywną wersją. Wylatując, po prostu jesteśmy cofani na nią, nie dając nam możliwości wyprowadzenia samochodu i automatycznego powrotu, przez co traci się sporo cennego czasu. I tak dojeżdżając do końca, natrafiamy ponownie na tego samego zawodnika. Trochę dziwne, skoro już raz go wykluczyliśmy. Co nieco się zawiodłem na tej grze, ale postanowiłem opisać moje odczucia. Teraz przyszła pora na Most Wanted (2012), która jest już o wiele lepsza, bardziej wciągająca. Więc, jeżeli nie graliście w The Run, przejdźcie od razu na następną a nie pożałujecie. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *