Mój pierwszy… Tablet

Jako pierwsze urządzenie z symbolem nadgryzionego jabłka kupiłem iPod’a nano. Nie dla siebie, ale dla mojej żony.

Urządzenie, mimo że nie użytkowane bezpośrednio przeze mnie zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie i zmieniło nieco pogląd na firmę Apple. Dotarło do mnie z jaką (naprawdę) rewolucyjną firmą mamy do czynienia. W takie małe urządzenie upchnąć tak dużo, o tak dobrych parametrach – szok!

Osobiście nie potrzebuje odtwarzacza mp3, gdyż mój telefon z Androidem spełnia swoje zadanie.

W moim obecnym telefonie denerwuje mnie jedna rzecz – bateria. Jak wszyscy wiedzą, 1-2 dni pracy przy włączonych usługach synchronizacji to bardzo dobry wynik. I tu właśnie dlatego cały czas życzliwie spoglądam w kierunku firmy Apple i będącego na stanie mojego gospodarstwa domowego… iPod’a nano.

Takie małe urządzenie a bateria czyni cuda. Do tego dotykowy ekran, o bardzo dobrej czułości, rozdzielczości i z bardzo realistycznymi kolorami. Miodzio!

Na szczęście, nieco pocieszają mnie znajomi z ich iPhonami 4, którzy też codziennie zaprzyjaźniają się z ładowarką :)

Miodzio – tak powiedziałem, gdy pierwszy raz w PC World’zie, wziąłem do swoich rąk prawdziwego pioniera w strefie tabletów, czyli iPada.

iPad urzekł mnie tym co potrafi, ekranem, dostępnymi programami, wymiarami i wagą, oraz co najważniejsze… baterią.
Baterią, która łamie wszelkie dotychczasowe granice, jeżeli chodzi o rynek laptopów.

Niestety, nie urzekł mnie iOS, tak jak nigdy nie urzekał mnie system operacyjny do Apple. Mimo tego, w codziennych zabawach z Ubuntu, często wzorowałem się przy moich modyfikacjach wyglądem iście od Apple.

Mimo tego, dotarło do mnie, to co jest bolączką mojego telefonu z Androidem i innych urządzeń na rynku. Również to spowodowało, że nie mogłem się zdecydować na zakup żadnego tabletu z tym systemem na pokładzie.

Podejście Apple to stworzenia urządzenia wraz z systemem operacyjnym oceniam przez to na strzał w dziesiątkę.

Apple zrobił program który idealnie współpracuje ze wszystkimi komponentami komputera (tabletu itp.).
Poszczególne komponenty, zrobione są tak, aby w sposób jak najlepszy współpracować z systemem operacyjnym. I to jest jego klucz do sukcesu.

W przypadku systemu Windows, jest on osamotniony. Wszystkie bolączki tego systemu spoczywają na sprzęcie, na którym pracuje. Całość nie działa w sposób taki, w jaki by on chciał. To poprzez sprzęt, system działa różnie u różnych osób. Dlatego też jest z nim tyle problemów i dlatego też często przy zawieszeniu komputera wieszamy psy na Microsofcie i jego twórcy Bill’u G.

Wyobraźmy sobie co by było, gdyby Windows działa tylko na komputerach specjalnie do niego zrobionych, w okrojonej na jego potrzeby i wymagania konfiguracji.

Wg. mnie, doprowadziło by to do tego samego poziomu co Apple. Sprzęt i oprogramowania razem było by bardzo drogie i nie wiele ludzi było by go na to stać. Ale wszystko działo by tak jak należy… marzenie :)

Ale to samo jest z Androidem.

Telefon z systemem od Apple jest jeden w kilku wariantach na przełomie lat.

Telefonów z Androidem jest mnóstwo i każdy działa inaczej.
Sam system może i jest dobry, a był by najlepszy, gdyby był ograniczony konfiguracją sprzętową.

Tak jak to zrobiła Nokia ze  swoim systemem Symbian. Wypuściła swój własny system oraz dobrała do niego optymalną konfigurację sprzętową, tylko po to, aby osiągnąć jak najlepsze rezultaty. I tu można przyznać że jej się udało.

Symbian i Nokia to połączenie bardzo dobre – nie idealne, ale zasługujące na wspomnienie.

Jak widać, powiązanie jednego i drugiego przynosi wymierne korzyści.

W przeszłości nawet Symbiana próbowano nieco uniezależnić (Sony Ericsson), co jak można teraz zobaczyć, nie wyszło za dobrze.

Niestety, Android obrał inną drogę. Jest wszędzie… ale nie wszędzie działa tak, jak jego twórcy w Google by sobie zażyczyli, szczególnie na tajwańskich podróbkach będących imitacją tabletów. Bo tak naprawdę to są tylko przerośnięte telefony.

Android 3 zmienił nieco stosunki, a obecna wersja 4 dąży do jakiegoś konkretnego celu.

Niestety, nadal system jest jeden a sprzętów, na których się go uruchamia mnóstwo.

I tutaj nasuwa się stwierdzenie „że co jest do wszystkiego to jest do niczego”.

I właśnie dlatego, decyzja o zakupie tabletu z systemem Android była dla mnie tak trudna.

System Android znam, natomiast iOS już nie do końca. Mimo tego, przy każdej wizycie w sklepach komputerowych nie obyło się od porównywania iPad’a z przeróżnymi androidowymi tabletami.

Mój wybór się nawet ukierunkował po wypuszczeniu tabletu Asus Transformer.

Mniej-więcej wiedziałem, czego chcę, ale nadal miałem lekki niedosyt.
Tym razem, niedosyt wiązał się z systemem Android, który nie był i nadal nie jest dostosowany, aby godnie prezentować się jako system dla tabletów.

Sam system jako tako jest dostosowany, ale nie ma za sobą architektury programowej.

Wszyscy programiści skupili się na telefonach i na nie piszą programy, a tych dostępnych dla tabletów nie jest tak dużo, co sprawia, że Apple stoi na podium pod tym względem, a Google się cały czas przygląda.

No nic, ale wszystko z czasem się zmienia. Android Market tak jak iTunes i App Store się rozrastają.
Z dnia na dzień przybywa aplikacji, które prezentują się wyśmienicie na większych ekranach, dzięki czemu konkurencja się zacieśnia.

Nic dziwnego, że rozpoczęła się era wojen patentowych.
Gdy nie było zagrożenia, nie było co się przejmować, ale gdy pojawia się ono na horyzoncie,  należy działać, gdyż inaczej wróg może przegrać pojedynczą walkę, wygrywając w rezultacie całą wojnę. Dlatego widzimy teraz to, co się dzieje chociażby pomiędzy Apple a Samsungiem i m.in. tabletem Galaxy Tab.

Ale kontynuując…