I weź tu zaufaj Google…

Dzisiaj obiegła mnie informacja,  która od kilku dni krąży w Internecie. Mianowicie Google robi kolejne sprzątanie w jej usługach.  Jest to dla mnie całkiem zrozumiałe – zamykać usługi bez przyszłości lub te, które są po prostu nieużywane.  Jak jednak zauważyłem, do kryteriów Google jeżeli chodzi o zamykanie swoich usług dołączyły kwestie finansowe. Jeżeli Google jakaś usługa się nie opłaca lub po prostu nie ma ona wizji na zarobek na niej, to postanawia ja zamknąć. Bez względu na to czy korzysta a niej tysiąc osób, czy kilka milionów – nie ma zysku to zamykamy. Nie wróży to pozytywnie o całej firmie Google.

Po zamknięciu projektu Wave, który mógłby być i częściowo jest (choć mógłby bardziej) integrowany w inne usługi tej firmy, przyszła pora na Readera.

Jest to dla mnie duże zaskoczenie i poniekąd jestem bardzo rozczarowany gdyż jestem dużym zwolennikiem tej usługi i korzystam z niej dzień w dzień.

Już jakiś czas temu zrezygnowałem z przeglądania RSSów za pomocą programów na komputerze, przechodząc na rozwiązanie webowe. Miało to swoje wady i zalety – jednakże zaleta ku temu była przetwarzająca.

Do Google Readera przekonało mnie to, że moje RSSy były synchronizowane po stronie serwera a nie aplikacji. Często zdarzało się tak, że nie miałem czasu przez kilka dni odpalić lokalnego programu do czytania RSSów (wówczas używałem Mozilla Thunderbird) i niestety, starsze wpisy nie były synchronizowane poprawnie lub wcale i przepadały bezpowrotnie. Tutaj jest inaczej. Może mnie nie być miesiąc na czytniku to i tak będę miał w nim zapisane wszystkie aktualizacje jakie miały miejsce na przełomie ostatniego okresu. Później mogę je spokojnie przejrzeć.

Zmiany w Google Readerze zaczęły się jak Google uruchomiło Google+. Dostosowując wygląd i funkcjonalność swoich usług, pozbawili Readera kilku ważnych dla mnie opcji. Mimo to przywykłem i dalej z niego korzystałem.

Teraz klamka zapadła. Google z dniem 1 lipca 2013 zamyka tą usługę.

Lekko to mnie zirytowało i postawiło znak zapytania nad wszystkim usługami, które Google oferuje.

Niedawno Google zrezygnowało z darmowej opcji podpinania swojej domeny pod usługę Google, jednocześnie zamykając drogę dla wszystkich osób prywatnych które chciały korzystać w przyszłości z usług Google w swojej domenie. Szerzej o tym, jak to było możliwe pisałem już na swoim blogu tutajtutaj i tutaj (na szczęście obecni darmowi użytkownicy nadal mogą korzystać, ciekawe tylko na jak długo).

Zastanawia mnie jedno. Jaka jest przyszłość wszystkiego innego co Google oferuje? Dajmy dla przykładu Chromebooki.

Wydawało się już, że Chrome OS wymarł śmiercią naturalną a tu jednak nie. Google nagle znalazło partnerów technologicznych, którzy wypuścili sprzęt z ich systemem za „niezbyt” rozsądną cenę (w internecie jest ok, ale w sklepach nie jest tak różowo).

A co jeżeli za pół roku Google stwierdzi, że sprzedaż Chromebooków jest niewystarczająca i zamykają tą „usługę” oraz ucinają wszelkie powiązania z producentami. Co wtedy?

Czarno wróżąc, osoby które kupiły ten produkt będą zostawione na lodzie ze sprzętem, który przestanie byś wspierany i będzie go można wyrzucić do śmieci, bo i jego wartość na rynku wtórnym będzie znikoma. Podobnie jak ma to miejsce z tabletami z androidem od nieznanych producentów, gdzie liczy się sprzedaż, a dalsze wsparcie czy aktualizacje pozostają tylko w sferze marzeń.

No nic, jest jak jest. Nie jest to dobra decyzja dla mnie, gdyż muszę poszukać sobie alternatywy. Zobaczymy jak pójdzie.

Jeżeli uda mi się coś znaleźć – coś wartego uwagi na dłużej, postaram się wkleić linka pod wpisem.
Póki co, pożyjemy zobaczymy – choć przyszłość nie kroi się w różowych barwach.

Pozdrawiam

ps. Na chwilę obecną wybrałem feedly.

Dodaj komentarz