Grand Slam Tennis 2

Już za czasów, gdy pierwsze komputero-konsolowo podobne urządzenia zdobywały rynek, a był to przełom lat 80-90 minionego wieku, moim faworytem wśród gier sportowych był tenis.

Pierwszy raz urzekła mnie pasja tego typu gier, gdy otrzymałem od mojego rodzica oryginalną wersję gry International Tennis na moją ówczesną Amigę 600. Jedno-dyskietkowa gra i piksele na ekranie, ale to co wtedy się liczyło to nie grafika, ale grywalność oraz odzwierciedlenie gry w rzeczywistości.

To wówczas, dzięki tej grze poznałem zasady panujące na korcie tenisowym.

Po tych wszystkich latach, jak stałem się posiadaczem konsoli XBOX 360, gdy tylko usłyszałem o grze Grand Slam Tennis 2 powrócił do mnie sentyment z przed lat. Aby się nie rozczarować, postanowiłem pobrać wersję demonstracyjną, która od pierwszego włączenia pochłonęła mi dwie godziny ciurkiem.

Postanowiłem, że takową grę sobie sprawię.
Nie minęło pół roku od oficjalnej premiery, gdy ceny spadły do rozsądnego poziomu i udało mi się ją kupić za nieco ponad 6 funtów.

Rozpocząłem zmagania na wirtualnym korcie, które – w porównaniu z wersją demonstracyjną – nieco mnie rozczarowały.

Gra ma do dyspozycji cztery poziomy trudności, przy czym podstawowy jest ustawiony na drugi – Amator. Przeszedłem jeden turniej wielkiego szlema bez problemu, więc postanowiłem jednak zwiększyć poziom, gdyż czułem się, jakbym się cofał a nie rozwijał w swoich umiejętnościach.

Niestety, tutaj przyszło kolejne rozczarowanie.
Mimo zmiany poziomy na Profesjonalny, a później na Superstar, niewiele się zmieniło. Ostro ścięte piłki, pod anormalnym kątem i prędkością „światła” sprawiły, że kolejny turniej zakończyłem – lekko zasypiając – na pierwszym miejscu. W tym momencie stwierdziłem że coś jest nie tak.

Postanowiłem sprawdzić moje poczynania w grze online.
Mimo to, że grę kupiłem z drugiej ręki bez kodu do aktywacji zmagań online, to dzięki problemowi EA Sports z ich aktywacją, wszyscy użytkownicy – czy to ci, co kupili grę jako nówka, czy ci co pobuszowali na ebay’u, mogli pograć w sieci bez większych problemów.

Tutaj moja samoocena, jeżeli chodzi o umiejętności grania została nieco zweryfikowana – dzięki czemu zobaczyłem, że muszę się jeszcze sporo nauczyć. Ale pomyślałem sobie – jak? skoro w trybie kariery, bez względu na poziom trudności, każda gra i każdy turniej, bez względu na poziom trudności i zaawansowania przeciwnika nie stanowi problemów.

Postanowiłem znaleźć w grze inny typ rozgrywki, który przysporzy mi nieco stresujących chwil podczas walki na korcie. I tak zacząłem wykonywać zadania z serii Grand Slam Classics.

Dopiero tutaj, już po pierwszym meczu Serena vs Venus zobaczyłem, że na poziomie Superstar nie mam szans. Tak szybko jak go ustawiłem  tak szybko powróciłem do poziomy Amator, na którym można grać z lekkim dreszczykiem emocji. Chociaż, jak dla mnie, na początek przydał by się poziom Semi-Pro (niestety, takiego nie ma).

Ogólnie, w moim odczuciu gra jest bardzo fajna. Starowanie za pomocą dwóch drążków oraz spustów zostało dość przyzwoicie rozwiązane. Jedyne co mnie rozczarowuje, to fakt, jak szybko ta gra straciła zainteresowanie.

Nie wiem jakie zainteresowanie, szczególnie wśród graczy online było w momencie tuż po premierze, ale żeby po pół roku, liczba graczy na całym świecie grających online była mniejsza niż 100, to trochę dziwne. Ale no cóż, tak bywa.

Mimo to, pograć warto.

Pozdrawiam.

Dodaj komentarz