Facebook Cambridge Analytica

Obecny tydzień spowodował spore zamieszanie wokół Facebooka w związku z nadużyciem wykorzystywania danych zbieranych przez firmę Cambridge Analytica.

Jak to zwykle bywa, przeróżne strony anglojęzyczne, a później polskie, zaczęły naświetlać całą sprawę. Co niektóre zaczęły nawet nawoływać do zamknięcia konta na Facebooku, pokazując jednocześnie jak to zrobić. Wszystko to, aby wywołać strach w oczach użytkowników.

O ile sam problem z Cambridge Analytica jest dość poważny, nie jest on powodem do rezygnowania z naszej aktywności w internecie. Co niektóre mądrzejsze strony mówią otwarcie, że nie musimy usuwać konta na Facebooku, wystarczy, że zadbamy o to, które dane są publicznie dostępne.

Nie dajmy się oszukać. Jeżeli ktoś daje nam coś za darmo, będzie chciał na tym zarobić w inny sposób. Dane osobowe oraz personalne zachowania użytkowników, ich orientacje i predyspozycje są warte więcej niż pieniądze wpłacane na konto. Przykładem tego są reklamy wpływające na to, jak ludzie będą głosować – patrz chociażby Brexit. Ludziom naobiecywano gruszki na wierzbie, a im bliżej wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, tym bardziej wszystkim zbiera się na wymioty. Już wiadomo, że po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii, niebieskie paszporty dla Brytyjczyków będą wytwarzane przez firmę z Europy (sic!).

Wracając do głównego tematu. Nim zaczniemy panikować, powinniśmy poznać prawdę i rozsądnie podjąć decyzję. Nie sugerujmy się przeróżnymi polskimi stronami, które nie mają pojęcia o całym skandalu i tylko bzdurnie przepisują – błędnie tłumaczą artykułu z zagranicy.

Język angielski otwiera oczy na świat. Jeżeli chcemy poznać prawdę, należy udać się do źródła a niżeli polegać na tłumaczeniach. Nie bez powodu, tłumacze porównywani są do saperów, szczególnie ci pracujący w rządach. Jedno błędne tłumaczenie może wywołać konflikt na miarę całego świata.

Niestety, mimo że większość polskich stron pisze bzdury, wprowadzając swoją niepotwierdzoną interpretację tego co ktoś powiedział, angielskie strony nie są inne. W Wielkiej Brytanii masz dla przykładu szmatławiec typu The Sun. Jeżeli chcesz sobie robić kogel mogel z mózgu, proszę bardzo – jeżeli jednak chcesz poznać prawdę, skup się na renomowanych źródłach, chociażby The Guardian.

Moja początkowa reakcja na Cambridge Analytica?
Wstrzymanie się z decyzją i zbieranie informacji.

Przeróżne strony zalewają nasz przeróżnymi informacjami. W moim przypadku dodaję je do mojego Pocket aby później, ze świeżą głową przeczytać i racjonalnie podjąć decyzję.

Myślicie, że w życiu coś jest za darmo? Zobaczcie, chociażby na waszą pocztę na wp.pl gdzie wasze wiadomości przeplatane są przez personalizowane reklamy, które nie często bazują na tym, co przeplata się przez waszą skrzynkę odbiorczą.

Po pierwsze, nie popadajmy w paranoję. Jeżeli nie mamy nic do ukrycia, nie powinniśmy się zbytnio martwić. Mimo tego zadbanie o nasze bezpieczeństwo i prywatność nadal powinniśmy traktować bardzo poważnie. Pamiętajmy, że z naszych czynów uczyć się będą kolejne pokolenia (co w przypadku Polski i tego, co się dzieje w tym dziwnym kraju nie wróży nic dobrego – ciemnogród).

A więc, o co w tym wszystkim chodzi?

O dostęp do informacji. Informacja jest droższa nić cokolwiek namacalnego. Nie jeden z nas oglądał filmy z James Bond’em. Nie łudźmy się, codziennie życie agentów MI6 nie wygląda jak w filmie. Cała ich praca opiera się na informacjach płynących z innych resortów.

O tym, że Facebook wie o nas bardzo dużo, oraz że śledzi nas nawet poza własną stroną było wiadomo od dawna. Nie jedna strona, co roku nawołuje do porzucenia Facebooka. MakeUsOf w swoim artykule z 2-go Marca tego roku ponownie przywołał ten temat, a było to jeszcze przed wybuchem skandalu.

Tak na marginesie, autor powyższego wpisu posiada certyfikaty między innymi z Uniwersytetu z Cambridge. Ciekawy zbieg okoliczności.

Praktyki, które stosuje Facebook stosują również inne firmy.

Czy zastanawiałeś się, jak może opłacać się firmą takim jak Google dawać w ręce użytkowników takie narzędzia jak Google Photo z nieograniczoną przestrzenią na zdjęcia i filmy w wysokiej rozdzielczości? No chyba nie uważasz, że Google nic z tego nie ma? Popatrz tylko na algorytm automatycznego rozpoznawania twarzy. Dane, jakie ten algorytm zbiera, aby “nauczyć się” w lepszy sposób wyszukiwać osoby na świecie są niezbędne do jego funkcjonowania. Wszystkie algorytmy AI nie mogą istnieć i rozwijać się bez szeregu danych, które muszą zostać zebrane i wykorzystane.

Nie trzeba daleko patrzeć, aby przeczytać o tym, jak CEO MoviePass potwierdził, że oprócz dawania swoim użytkownikom biletów na filmy w kinach w postaci opłaty abonamentowej (która nijak się opłaca dla całej kinomatografii), śledzi ruch użytkowników w drodze na seans jak i po seansie aby poznać ich zachowania. Nie trzeba było długo czekać, gdy ten sam CEO wykręcił się z tego co powiedział twierdząc, że aplikacja nikogo nie śledzi (jasne!). Bez względu jak jest, na czymś ta firma musi zarobić i w tym przypadku chodzi również o dane.

Facebook, jak i również inne platformy społecznościowe można uważać za bezpieczne jeżeli chodzi o naszą prywatność, jednakże to bezpieczeństwo w głównej wierze zależy od nas samych. Klikając na wszystko jak popadnie oraz zezwalając postronnym stroną, programom i grą łączyć się z naszym profilem na Facebooku umożliwia przetwarzanie naszych danych nie tylko przez samego Facebook’a, ale również tysiące innych firm na świecie.

Jeżeli dzielimy się czymś na platformie, pamiętajmy że, coś co jest udostępnione publicznie, może zostać wykorzystane przez przeróżne osoby do różnych celów. Nawet jeżeli udostępniamy coś tylko dla znajomych, pamiętajmy że, nasi znajomi mają innych znajomych, a inni znajomi jeszcze innych. Gdy któryś z naszych znajomych udostępni nas wpis dalej, tracimy kontrole nad tym co dalej się dzieje.

Oczywiście, możemy popaść w paranoję i usunąć w Facebook’a, lub podejść do tego bardziej racjonalnie i zacząć myśleć przed udostępnieniem czegokolwiek. Zawszę warto jednak poświęcić trochę czasu i przebrnąć przez opcję Facebook’a, szczególne jeżeli chodzi o nasz profil i zweryfikować ustawienia prywatności. Nie jest to trudne, jednakże wymaga od nas nieco zachodu.

LifeHacker ostatnio zatytułował swój wpis bardzo mądrze:
“Nie usuwaj Facebooka – Po prosty bądź mądrzejszy na Facebook’u”.

Nie trzeba zagłębiać się w cały artykuł, aby przyznać rację, że wszystko zależy od nas samych.

Pamiętajmy również, że nawet jeżeli usuniemy “dzisiaj” konto na Facebook’u, z internetu informacje nie znikają z dnia na dzień. Łatwiej jest informacje wprowadzić do internetu a niżeli je usunąć, stąd też zabiegi typu GDPR (w Polsce zwane RODO) o prawo do bycia zapomnianym, które według mnie jest jak walka z wiatrakami otwierające drogę co jedynie dla kolejnych troli patentowych, których niedługo będziemy nazywać trolami GDPR lub RODO.

Problem z Cambridge Analytica jest rzeczywiście poważny, gdyż firma otrzymała zbyt duży mandat zaufania przy dostępie do danych i działania na przyszłość ze strony Facebook’a (jak i innych firm) muszą być stanowcze (i będą, zarówno stanowcze, jak i kosztowne!).

Przede wszystkim, powtórzę jeszcze raz.
Nie popadajmy w paranoję.