kernel panic

Chciałem zepsuć macOS ale mi się nie udało

I tak prawie 3 lata minęły od kiedy macOS i komputer z nadgryzionym jabłkiem jest ze mną. Po trzech latach mogę śmiało powiedzieć że moja decyzja była słuszna i nie żałuje jej na żadnym kroku.

Jako, że moja ciekawość czasem doprowadza do tego, że coś się psuje, nauczyła mnie ona jak daną rzecz później naprawić. Dzięki temu potrafię sobie poradzić z niejednym problemem natury komputerowej.

Mój mac, to oprócz mojego podstawowego komputera jest polem do eksperymentów (jak każdy mój komputer w przeszłości). Muszę sprawdzić coś u mnie, żeby wiedzieć jak pomoc innym.

Czasami instaluje różne rzeczy, po czym je usuwam, a następnie robię porządki różnymi programami typu CCleaner, Onyx i inne.

Ostatnio zdarzyło mi się w końcu coś zepsuć :)

Odpaliłem Monolingual i oprócz czyszczenia ze zbędnych języków postanowiłem po raz pierwszy użyć opcji czyszczenia systemu z niepotrzebnej architektury, której nie używam – takiej jak PowerPC czy ARM zostawiajac Intel w wersji 32 i 64-bit.

Mimo, że czyszczenie przeszło w miarę Ok (kilka komunikatów wyskoczyło, które zignorowałem), komputer nie uruchomił się po restarcie. Utknął na jakimś ciekawym błędzie (w trybie Verbose) przy 90% paska postępu (w trybie normalnym).

Hah, udało się… eh… no nie do końca.

Mając pod ręka kopie Time Machine nie zlękłem się zbytnio, ale pierwsze co zawędrowałem do Recovery i zrobiłem dodatkowa kopie partycji systemowej na zewnętrzny dysk USB w postaci obrazu dysku.

Co ciekawe, tryb Recovery nie zobaczył mojej kopii Time Machine, ale chyba tylko dla tego, że mam ja zrobioną w postaci wirtualnego dysku DMG na dysku przenośnym na partycji ExtFAT.

A co tam, jak komplikować to komplikować.

Stwierdziłem, że w takim razie postanowię przeinstalować system od zera i wtedy przywrócić system z kopii.

Rozpocząłem wiec reinstalacje systemu z Recovery. Po nieco godzinie – wliczając pobieranie, komputer uruchomił się ponownie.

Po uruchomieniu poprosił o moje hasło do iCloud i dalej zaczął się włączać.

Nastawiając się już, że będę musiał trochę posiedzieć poustawiać co nieco zrobiłem sobie kawę.

Po chwili komputer kazał mi się zalogować na moje konto (?). Trochę dziwne, bo myślałem ze będę musiał ustawić nowego użytkownika.

Po zalogowaniu ujrzałem wszystko tam gdzie było. Pulpit, pliki, aplikacje. Wszystko tak jak zostawiłem nieco ponad godzinę temu.

Co ciekawe, Recovery nie rozpoczął instalacji od początku (tak jak to Windows ma w zwyczaju) a jedynie naprawił to ci zepsułem.

Heh… a miało być hardcorowo, tak jak z Windows.

Widać że macOS  nie łatwo zepsuć. Może następnym razem.

Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *